Data wydruku: 28-08-2008
Nadleśnictwo Kraśnik
23-200 Kraśnik ul. Janowska 139 (0-81) 825 20 41, 825 20 42

                                    NA WESOŁO

 „Przygody Barona Münchhausena”

 Nieraz przypadek i szczęście popełnione błędy naprawiają. Miałem się o tym wkrótce przekonać, gdy w ogromnym lesie ujrzałem kłusującego warchlaka i podążającą za nim maciorę. Strzeliłem i spudłowałem! Warchlak wyrywa sam naprzód, maciora przystanęła i znieruchomiała, jakby wrosła w ziemię. Gdym się jej przyjrzał z bliska, poznałem, że bestia ta ślepa i trzyma ogonek swego warchlaka w pysku. Warchlak zaś prowadził ją z synowskiego obowiązku.

            Że zaś moja kula przeleciała pomiędzy obojgiem, przecięła tą linkę, której koniec wciąż jeszcze dzierżyła w zębach maciora. Przewodnik już jej nie prowadził, więc przystanęła. Ja zaś chwyciłem za koniuszek dziczego ogona i poprowadziłem na nim stare, bezradne stworzenie bez trudu wprost do domu.

 

 Kiedyś, gdym mój już cały ołów wystrzelał, wyskoczył do mnie niespodziewanie najpiękniejszy w świecie jeleń. Spojrzał mi w oczy tak, jakby go ani grzało, ani ziębiło nasze spotkanie: zdawało się, że wie dobrze o mojej pustej ładownicy. Natychmiast nabiłem flintę prochem i pełną garścią pestek wiśniowych, które wyłuskałem z miąższu tak prędko, jakem tylko zdołał. I wpakowałem mu cały nabój w sam środek czoła, pomiędzy rogi. Strzał niemal go ogłuszył, zachwiał się, lecz umknął mi przecież.

            W rok czy dwa lata później znalazłem się znów na łowach w tymże samym lesie. I wyobraźcie sobie – zjawia się oto okazały jeleń, a pomiędzy rogami ma drzewo wiśniowe, na dziesięć stóp wysokie albo i wyższe. Przypomniała mi się, więc moja przygoda: ten jeleń wydał mi się dawno należną zdobyczą, powaliłem go tedy jednym strzałem i miałem zeń pieczeń i sok wiśniowy naraz.