Aktualności Aktualności

Ocalić historię bartnictwa

Nie bez powodu Puszcza Parczewska nazywana jest kolebką bartnictwa na Lubelszczyźnie. Bogate tradycje pszczelarskie w tym regionie są kontynuowane na terenie Nadleśnictwa Parczew.

Od 2012 roku tradycyjne bartnictwo zadomowiło się na dobre w Lasach Parczewskich. Do Nadleśnictwa Parczew zgłosił się wówczas Mirosław Kasperczuk, lokalny pszczelarz i wielki pasjonat tego zawodu. Zawodowy bartnik zwrócił się z prośbą o pomoc w realizacji cennej inicjatywy – utworzenia tradycyjnych barci wydrążonych wewnątrz pnia drzewa. Okazało się, że problem stanowiła lokalizacja pszczelich gniazd. Niespełna 170-letnie sosny, w których planowano wydrążyć barcie rosną na terenie rezerwatu przyrody „Lasy Parczewskie”, gdzie celem ochrony jest zachowanie starodrzewi sosnowych w miejscach intensywnej działalności partyzanckiej. –Z tego względu konieczna była zgoda RDOŚ. Otrzymaliśmy ją po złożeniu wszystkich stosownych dokumentów i wykonaniu badań – opowiada ówczesny nadleśniczy Nadleśnictwa Parczew, Mirosław Potapiuk, obecnie naczelnik Wydziału ds. Rozwoju i Innowacji RDLP w Lublinie. W uzasadnieniu swojej decyzji pracownicy RDOŚ stwierdzili, że wykonanie barci wpłynie korzystnie na bioróżnorodność tamtejszych lasów. Projekt „Tradycyjnego bartnictwa w Lasach Parczewskich” otrzymał wyróżnienie w kategorii ochrona przyrody, w konkursie Ekolaury 2014 organizowanym przez Polską Izbę Ekologii.

Zadowolenia nie krył również pomysłodawca projektu, pszczelarz Mirosław Kasperczuk. –Moim celem była obrona historii tego zawodu, nawiązanie do tradycji poprzedników. Niewiele osób wie, że niegdyś bartnictwem zajmowało się 20% ludności naszego kraju. Wiele lat temu było ono symbolem wielkości gospodarczej Polski. Gospodarka bartna była przecież bardzo dochodowa – mówi pszczelarz z Lasów Parczewskich. 

Po kilku latach od wdrożenia projektu bór bartny, czyli dawna pasieka „żyje własnym życiem”. Zimą jedną z barci zjadła kuna, jedną z nich zajęły ptaki. –W trzeciej osiedliły się pszczoły, które nie przezimowały, bo w pewnym momencie straciły matkę. Na szczęście pojawiły się już następczynie. Z moich obserwacji wynika, że rodzina aktualnych lokatorek radzi sobie całkiem dobrze. Niestety, z uwagi na to, że obecnie pszczoły mogą żywić się jedynie spadzią muszą być dokarmiane – informuje Mirosław Kasperczuk dodając, że poprzez zmieniającą się bazę pokarmową pszczoły mają trudniejsze warunki do przetrwania. –W dawnych strukturach drzewostanu było więcej lip, co sprzyjało rozwojowi pszczelich rodzin. Dotarłem do wzmianki, że w II połowie XVII wieku w puszczy parczewskiej ponad 1000 barci przeszło w prywatne ręce, zaś kilkadziesiąt z nich znajdowało się pod kuratelą króla. To świadczy o tym jak bogate są bartnicze tradycje w puszczy parczewskiej. W okolicy znajdowało się przecież wiele bartniczych wiosek  – dodaje. 

W Lustracji Województwa Lubelskiego przeprowadzonej w 1661 roku czytamy: „… Jest barci w puszczy parczowskiej nro 25. Ostatek barci wiatr gwałtowny popsował. Płacą bartnicy od każdej barci po grz.1 ½, facit ze wszystkich barci fl. 60/0/0 …..”

Barcie wydrążone w wiekowych sosnach wymagają stałej, regularnej opieki, poczynając od tzw. dziania, czyli przygotowania dziupli poprzez okres tzw. tworzenia – zachęcania pszczół do zasiedlenia dziupli. Pieczy wymagają nawet puste barcie. To bardzo trudna praca, której trzeba poświęcić wiele czasu, stąd w pomoc angażują się także pracownicy Nadleśnictwa Parczew. Miłośnicy pszczelarstwa mają powody do satysfakcji. –Nie przywrócimy czasów z tysiącami barci i niedźwiedziami grasującymi w poszukiwaniu miodu ­­– mówi żartobliwie Mirosław Kasperczuk. –Możemy jednak ocalić od zapomnienia pszczelarstwo leśne, którego korzenie sięgają w naszym kraju (także w Lasach Parczewskich) XVI wieku – dodaje na zakończenie.